List do redakcji: Stawiam pod rozwagę
Marian Makowski, mam 75 lat, wykształcenie wyższe, zawód - projektant budowlany, od urodzenia Cider, wdowiec, emeryt.
Jeszcze za dobrych czasów dla Gminy już były kłopoty ze składaniem odpadów. Kończyło się wysypisko w Rojcy, myślałem - co dalej? Przyszła mi taka myśl, że trzeba wybudować spalarnię śmieci. Zwiedziłem wcześniej we Wiedniu taką spalarnię w centrum stolicy. Budynek wyglądał futurystycznie, jak któraś z budowli Gaudiego, projektanta katedry w Barcelonie. Zapaliłem się do tego pomysłu i podsuwałem go wielokrotnie różnym prominentnym osobom z Ratusza i OPEC (Okręgowe Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej).
Pracowałem jako projektant w OPEC do emerytury w 1996 r. i znałem Ciepłownię Radzionków. Została zaprojektowana „na wyrost” – „za komuny” – 4 duże kotły, z czego postawiono tylko dwa. Budynek w połowie tylko wykorzystany przez dwa kotły – druga połowa wolna. I na tej wolnej połowie można by było postawić spalarnię śmieci. To była moja wizja sprzed 10 lat – wtedy w UE była silna tendencja budowania spalarń. Można było liczyć na 80% dotacji z UE, bo UE bała się tego, co kilkakrotnie spotkało Neapol we Włoszech. Neapol tonął w setkach tysięcy śmieci – katastrofa ekologiczna. Cudowny Neapol – jest takie powiedzenie: „ujrzeć Neapol i umrzeć”. Sami Neapolitańczycy je zaktualizowali: ujrzeć Neapol i umrzeć ze smrodu (od śmieci). To nie są żarty, to jest bardzo poważny problem sanitarno-epidemiologiczny. Epidemia w Europie!
Myśmy to wtedy „przepasowali” – nic nie docierało do prominentów. Taka okazja jest teraz w 2011 r. 1 marca. br. słyszałem w radiu, że Śląsk zaprzepaścił 650 mln euro przeznaczone przez UE na budowę spalarni, bo nikt tego tematu nie podjął. UE wystąpiła teraz ponownie o budowę spalarni śmieci na Śląsku. A może Radzionków – to nie musi być jedna wielka spalarnia na cały Śląsk. To i tak musiało by być kilkanaście takich regionalnych. My mamy wyjątkowe warunki budowy. Teraz Radzionków jako spółka Gmina i OPEC już mielibyśmy budynek ciepłowni w połowie wolny na postawienie spalarni. Niskie koszty: jest budynek, wysoki komin ciepłowni, całe zaplecze. Są wolne duże place składowe węgla – w sam raz na magazynowanie śmieci,. Są magazyny, warsztaty – całe uzbrojenie terenu (wod-kan, co), są linie energetyczne, wszystko czynne. I to byłby nasz wkład w spółce z UE na budowę spalarni. Oni teraz dają tylko 35% na różne inwestycje. Myślę, że na budowę spalarni UE przyzna znacznie wyższe dotacje i kredyty na zakup urządzeń spalarni. Kredyty trzeba spłacać z procentem i tu jest problem, skąd na to brać? Ludowe przysłowie mówi: najpierw trzeba dać, żeby później brać. Ale nie wszyscy to stosowali i teraz trzeba oddawać to co się wzięło! A może do UE podejść tak: nie mamy pieniędzy na zakup urządzeń – postawcie swoje, dajcie je nam w dzierżawę, my wam je spłacimy z eksploatacji tych urządzeń. Jak na tym wszystkim Gmina może zarobić?
1. Nie musi płacić za utylizację własnych śmieci,
2. Przyjmie do utylizacji śmieci od wszystkich innych gmin. Korzyść dla UE ewidentna, więc się zgodzą – tylko trzeba się za to zabrać i to tak serdecznie.
Drugi mój pomysł – jak Gmina może zarobić na swój rozwój za własne pieniądze, a nie na kredyt? Już tak jak poprzednio ze spalarnią, podsuwałem mój pomysł wielokrotnie prominentnym osobom z Ratusza – była nawet degustacja mojego wyrobu. Należy uruchomić wyrób i sprzedaż Cidru! Logo już mamy – Cider – nie pozwólmy go sobie odebrać jako gmina. Spiesz się Ratuszu z zarejestrowaniem tego naszego znaku rozpoznawczego w Polsce a nawet i w połowie Europy! Bo może być po czasie, jak ktoś nas ubiegnie. Już inni mieli takie kłopoty z oscypkiem – chodzi o wyrób regionalny. Już mi nie chodzi o to: kto to jest Cider – to Radzińczanie. Ja się zawsze przyznawałem, że jestem z Radzionkowa, mówiąc: nie dość, że Hanys to jeszcze Cider. Zaciekawieni pytali gdzie jest ten Radzionków. Odpowiadałem – Bytom leży koło Radzionkowa a obok są Piekary i Tarnowskie Góry. Tak się „odgryzam” Bytomiowi za przyłączenie Radzionkowa do Bytomia w 1975 roku.
A teraz nie kto - ale co to jest - cider. Nazwa pochodzi od oryginalnego słowa CYDR, które jest francuską nazwą wina jabłkowego produkowanego w departamencie Calvados. Co to jest calvados – jest to destylat cydru. I na tym Gmina może dużo i stale zarabiać na swoje utrzymanie i rozwój. Obecnie w UE można kupić oryginalny Cydr i Calvados francuski płacąc słono (co przetestowałem w Niemczech). My mamy już teraz dobre warunki żeby być konkurencją dla Francuzów. Uruchomimy produkcję i sprzedaż wyrobów pod nazwą Cider dla wina i Ciderland dla destylatu cidru. Należy zastrzec sobie te nazwy i brać się do roboty. Europa a może i Ameryka, gdzie jest silna Polonia, będą nam kibicować! Dlaczego? – bo z ciekawości będą kupować nasze wyroby i porównywać z francuskimi i po to, żeby Francuzom „utrzeć nosa”. Jak się za to zabrać? Mamy wielohektarowe sady jabłkowe. Co z nimi zrobił Ratusz? Pewnie je sprzedał jako nieprzydatne? Tego ja nie wiem – ale wiem jak to „odkręcić”. Nowy właściciel już je wycina z nadzieją, że sprzeda tę ziemię jako parcele budowlane. Nic gorszego! – raz sprzeda i nie jego. Nawet z tej drugiej połowy sadów, które jeszcze są - nie ma zbytu na jabłka. Nie pozwólcie na wycinkę – namówcie właściciela na spółkę pod nazwą Cider. To nasz interes – my też jako gmina musimy się z czegoś utrzymywać. Jest szansa – cofnijcie prawo zabudowy, jak to zrobiliście z 14 ha terenu sprzedanego przez parafię. Te jabłka kosztują grosze w hurcie i mogą na siebie zarobić, czemu jeszcze dotychczas nie powstała w Radzionkowie przetwórnia tych tysięcy ton jabłek (już teraz setek bo połowa sadów jest wycięta)? Nie ma przetworów - nie ma zysków. Jak długo jeszcze można sprzedawać Radzionków? Nie można na to pozwolić! Chcecie rządzić? – dobrze, ale za swoje pieniądze a nie nasze. Kto spłaci Wasze kredyty?
Nie ma zbytu na jabłka – a na tym można zrobić interes. Ale najpierw trzeba dać, żeby brać (przysłowie). Jak właściciel sadów się dowie, że tych terenów nie sprzeda jako nieruchomości – parcele pod zabudowę, to się zastanowi. Jest oferta Gminy (Ratusza) na wieloletni długotrwały interes, tylko trzeba w niego „włożyć”. Albo wytwórnia soku jabłkowego – tu jest wiele już konkurencji. Albo produkcja wina jabłkowego z dalszą produkcją jabłecznika – wódki pod nazwą Ciderland. Zbyt pewny i długotrwały. Trzeba znaleźć takiego inwestora.
Są preferencja rządowe – żeby rozwijać wyroby regionalne. Jak chcemy się utrzymać w UE na dobrym miejscu, to musimy być bardziej mobilni. I tu jest nasza szansa! Popierają wyroby regionalne (patrz ostatnie targi żywności w Berlinie). Zróbmy nasz Cider a później Ciderland. Ale kto zaryzykuje? Są już tacy ryzykanci prywatni na Śląsku, którzy uprawiają winogrona, robią z tego wino i destylują winiak. Są nawet stowarzyszeni w założonym przez siebie Związku Winiarzy – jest ich 12 osób z Podbeskidzia.
Nawet Ratusz nie musi mieć z nimi spółki, wystarczy że powstaną wytwórnie u nas z Waszym poparciem. Oni nam będą płacić podatki – ale możecie sobie zastrzec na przyszłość akces, jak będzie za co (bez długu). Jak widać – możliwości zarobku dla Gminy jest wiele, tylko ja należy poszukać a nie czekać, nie wiem na co?
To są tylko moje dwie propozycje na trwały zarobek dla Gminy. Przypuszczam że wielu Radzińczan, którym leży na sercu to co nas spotkało obecnie (długi) mają też swoje pomysły, jak wyjść z tej zapaści, niech o tym też napiszą.
Trudno! mleko się rozlało i teraz nie ma co psioczyć, tylko trzeba pomóc!
Jesteśmy dumnymi i ambitnymi mieszkańcami Radzionkowa – dumni za swej nazwy „Cidry!”
Pomóżmy – tylko jak? Przestańmy popierać deficytowe inwestycje Ratusza. Skupmy się na tym, jak zminimalizować przykre skutki naszej beztroski inwestycyjnej na kredyt. Naszej – tak naszej! Bo myśmy sami wybrali naszych przedstawicieli do Ratusza. Myśmy ich obdarzyli zaufaniem i teraz im musimy pomóc – muszą czuć nasze wsparcie i więcej nie grzeszyć!
Z całą odpowiedzialnością za moje zdania i wypowiedzi, bez odpowiedzialności za przytoczone z pamięci dane na temat UE, już teraz może nieaktualne.
Z poważaniem
Marian Makowski