- Proszę pana, coś z tym trzeba wreszcie zrobić, bo my już nie mamy sił. Mówię w imieniu nie tylko własnym, ale wielu rodzin z okolic ulic Średniej i Jaracza. W zeszłym roku na drodze dzieci idących do szkoły z okolic ulic Średniej i Jaracza przeprowadzono jakieś roboty, prawdopodobnie związane z remontem transformatora, czy czegoś tam. W każdym razie nikt się tą dróżką nie zajął i teraz dzieci chodzą, jeśli pada to w błocie, jeśli jest sucho to w brudnym kurzu. I tak brudne przychodzą do szkoły i ze szkoły. Interweniowałam w urzędzie miasta, m.in. u pana Szczygła, bez skutku.
- Jestem ciekaw, dlaczego tak długo nie remontuje się ulicy Męczenników? Właściwie już mogę powiedzieć - dlaczego? Bo miasto i powiat nie dogadało się w sprawie zgrania końca robót wodno - kanalizacyjnych i remontu jezdni i chodników. Wina spada na powiat, wedle mnie, ponieważ miasto remont sieci zakończyło prawie miesiąc temu. A my przez ten czas musieliśmy jeździć po wertepach w unoszących się tumanach kurzu. Choć i tak dobrze, że ulicy całkiem na ten czas nie zamknięto.
- Jak to jest, że w mieście nie można wyciąć drzewa. Chciałem żeby wycięto drzewo, które stoi przy ulicy, niszczy chodnik i jest po prostu niebezpieczne. Ale okazuje się, że nie można, bo powiat nie może się dogadać z miastem. Nie rozumiem tego.
- Jeśli dobrze rozumiem, to wiem, o który portal wam chodzi w sprawie, w której dzwonili do was ludzie. Nie ma co mówić, tam gdzie jest cenzura nie dyskutuję.
Maks.
W poprzednim numerze GR opublikowaliśmy kilka (spośród kilkunastu) głosów osób oburzonych artykułem o radzionkowskiej pielgrzymce do Częstochowy, który pojawił się na jednym z portali internetowych. Nasz rozmówca, którego zacytowaliśmy, litościwie zmienił charakterystykę twórcy tego żenującego tekstu; miast blondyn - rzekł - brunet, zamiast właściwej ulicy, przy której mieszka podał pierwszą z brzegu - padło na Brzechwy. Podał także, że ów "Hemingway z Brzechwy" ma 25 lat, tu pomylił się o rok. Rzeczony mistrz pióra nie był także członkiem regularnej pielgrzymki, zjawiał się głownie w miejscach postoju.
Tak się jednak złożyło, iż jeden z uczestników 52 pieszej pielgrzymki, właśnie tam obchodził swoje 25 urodziny, a na dodatek jest brunetem i mieszka na ulicy Brzechwy! Jako osoba znana w Radzionkowie, poczuł się urażony, iż jest kojarzony z faktycznym autorem paszkwilu i wraz z rodziną spotkały go nieprzyjemności ze strony osób, u których zamieszczony tekst na portalu wywołał negatywne emocje.
Redakcja nie miała pojęcia, iż zamieszczenie pewnych metafor wywoła takie zamieszanie i skierowanie podejrzeń na ową osobę. Ubolewamy nad tym, nie winimy ani naszego rozmówcy, trudno także doszukać się winy u nas.
Potwierdzamy jednocześnie, iż autor tekstu internetowego o pielgrzymce nie jest mieszkańcem ul. Brzechwy w Radzionkowie i jest nieco młodszy, ma zdecydowanie bardziej jaśniejsze włosy, a na nasze piękne miasto spogląda z "Górki".
Uczestnicy pielgrzymki doskonale wiedzą, kto to pisał. Dla nas jednak nie ma to znaczenia, nie mamy zamiaru autorem tym się zajmować, nie chcemy robić mu darmowej reklamy, nie chcemy "zemsty", choć nie ukrywamy, iż cześć telefonów do redakcji była radykalna. Każdy ma prawo wyrażać swoje opinie, komentować zdarzenia, interpretować po swojemu. Istotne jednak są fakty. Tym autor, wedle uczestników pielgrzymki, nie był wierny. Cała reszta pozostaje w jego sumieniu - red.
Z pozoru podobny przypadek zdarzył się, jako pokłosie tekstu pt. "Jest taki dom..." z poprzedniego numeru "Głosu". Odezwała się osoba, która rozpoznała się w tekście, jako "negatywny bohater". Rozmawialiśmy telefonicznie, osoba ta ma prawo do repliki, aczkolwiek, ani jego nazwisko nie padło, ani nie jest to bohater tej opowieści, incydent z nim związany, to tylko marginalny wątek. Na dodatek, jak Czytelnicy mogli się zorientować, nie była to zwykła dziennikarska interwencja zmuszająca piszącego do zbadania sprawy z wielu płaszczyzn. Zamiast interwencji, która miała przytaczać fakty i tylko fakty, stała się raczej moralitetem, co dla Czytelnika potrafiącego czytać między wierszami jest wskazówką, iż sprawy opisywane w tekście nie są jednoznaczne, a odzwierciedlają subiektywne widzenie rzeczywistości naszych rozmówców. Tekst zawierał także pewne uniwersalne przesłania, czemu służyło m. in. zdjęcie domu poddane obróbce i puencie, raczej refleksyjnej niż apelacyjnej... Jedno jest pewne, czytacie Państwo uważnie nasze teksty, okazujecie wrażliwość, nie tylko na punkcie własnego ego i własnego wizerunku w oczach sąsiadów. Nie miejcie jednak pretensji do naszych spostrzeżeń, choć rzecz jasna są subiektywne, ale nigdy jednak naszą intencją nie jest naruszanie czyichś dóbr osobistych. A jeśli chodzi o osoby publiczne, to rozliczamy je ze słów i czynów publicznie mówionych i czynionych. To jest oczywiste ryzyko każdego funkcjonariusza publicznego wpisane w tę rolę... - red.
- Tam na Jaracza i Średniej nie da się mieszkać, tam robi się już bardzo niebezpiecznie. Dziś, kolejny już raz zrobiła się nagle przy ulicy dziura. Akurat grali tam chłopcy w piłkę, no i jeden z nich wpadł do tej dziury, cała noga mu wpadła. Mogła być tragedia. Przyjedźcie - zróbcie zdjęcia, może kogoś to w końcu ruszy. Kogo ma ruszyć? Wiadomo - pana burmistrza, urząd.
- Ja się zgadzam z tym, że każdy czas i każdy region ma swoich bohaterów. O nich powinno się pamiętać, wiedzieć co nieco o ich działalności. Mamy "rok Korfantego" odgórnie zarządzony więc będzie o nim mowa, a w przyszłym roku znów cisza. Mnie się wydaje, iż oprócz historii Polski, siłą rzeczy ten przedmiot ujmuje tematy z punktu widzenia szerokiego, powinien być blok zagadnień - Przynajmniej od gimnazjum - historia regionu, gdzie mówiłoby się szerzej o problemach regionalnych.
- W temacie Śląska i jego mitów i legend - mam dla was propozycję, zaproście na spotkanie do Remizy pana Gorzelika. Bardzo go cenię za podejście do naszych spraw, to nie jest żaden szowinista śląski, jak go niektórzy nazywają. |